FreshMail.pl

Jak przełamać strach przed wodą hydrofobia część 2

Kamil

Twórca bloga :) Uwielbia sport, a w szczególności techniczne aspekty.

Może Ci się również spodoba

25 komentarzy

  1. szkuba napisał(a):

    Z moich osobistych doświadczeń wynika również że zarówno przy ślizgu na brzuchu jak i plecach warto próbować różnego napięcia ciała i sprawdzać jak to się przekłada na naszą pozycję horyzontalną (lub nie ;)) Na przykład kiedy ślizgam się na plecach lekkie napięcia brzucha pomaga mi pozostać dłużej w pozycji poziomej, kiedy natomiast kiedy tego nie robię nogi opadają szybciej. Myślę że warto zaznaczyć że nie ma dwóch osób z identyczną wypornością. są osoby o krótkich cienkich nogach i są osoby o długim i umięśnionych co przekłada się na ich równowagę w wodzie. Jest jedno takie bardzo ciekawe doświadczenie które można wykonać aby się przekonać jaką mamy wyporność i w której części ciała. Otóż nabieramy powietrza i wyciągamy się poziomo (pozycja strzałka) a kolego lub koleżanka dociska nas do dna basenu w płytkim końcu. Następnie kiedy nas puści obserwujemy w jaki sposób się unosimy na powierzchnię. W większości przypadków najpierw lekko unosi się góra ciała a potem nogi podążają w pewnym opóźnieniu i docieramy na powierzchnię. W moim przypadku nogi pozostały przez pewien czas na dnie i dopiero potem się oderwały. Warto to ćwiczenie wykonać bo tak jak w moim przypadku może się okazać że trzeba dużo pracować nad równowagą aby móc w ogóle uczyć się pływać poziomo 😉

    • Kamil napisał(a):

      Hej,
      zgadzam się z Tobą iż nie ma dwóch osób o takiej samej wyporności. Z tym napinaniem brzucha to wymóg przy leżeniu na plecach 🙂
      Co do proponowanego przez Ciebie ćwiczenia to nie wiem czy jest ono dobre dla osób walczących ze strachem przed wodą. Troszkę za wcześnie na dociskanie do dna pod wodą.

  2. Marek napisał(a):

    Przedstawione propozycje ćwiczeń przy przelamywaniu strachu przed wodą uważam za mocno chybione. To tak jakby powiedzieć komuś, kto ma lęk wysokości – skacz przecież masz spadochron, a do ziemi jest aż dwa kilometry. Przy chydrofobii najważniejszą rzeczą jest pomoc w opanowaniu umiejętności radzenia sobie z oddychaniem. To brak tej umiejętności sprawia, że wpadamy w wodzie w panikę i o jakiejkolwiek koordynacji ruchu mowy być już nie może.

    • Kamil napisał(a):

      Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, ale jest druga część wpisu o strachu przed wodą. Ćwiczenia oddechowe były omówione w pierwszej części.

  3. mbajswimm napisał(a):

    Witam, Ja również zaczęłam się uczyć pływać jako dorosła już osoba. jestem już po 4 zajęciach z instruktorem. Nie wiem o co chodzi, bo o ile nie mam większego strachu przed położeniem się na plecach, to już sama myśl o położeniu się na brzuchu powoduje, że trzęsą mi się nogi ze strachu :)….Do wczoraj problemem samym w sobie było wstawanie z pleców w wodzie…Jak tylko przestaję płytwać, lub nie chcę już się unosić na wodzie od razu zaskakuje jakis przełącznik w mojej głowie i zaczynam iśc na dno….W sumie tylko dzięki mojej koleżance, która poszła ze mną jako „asekurantka” odblokowałam się trochę psychicznie i jako tako zaczęłam przejmowac kontrole nad swoim ciałem w trakcie wstawania 🙂 wiem, że wszystko siedzi w głowie, ale ciężko mi na zdrowy rozsądek wytłumaczyć sobie, że nie utonę w wodzie do pasa…..
    Wiem już z kolei na pewno, że jak podczas nauki jest ktoś ze mną w wodzie to czuje sie bardziej komfortowo i łatwiej mi przynajmniej częściowo przełamać strach….A niestety instruktor prowadzi zajęcia z brzegu 🙁
    No i zupełnie nie mam pojęcia jak panować nad strachem, żeby chociaż trochę położyć się na brzuchu bez trzymania barierki a potem samodzielnie wstać 🙂

    • Kamil napisał(a):

      Hej,
      osobiście bym potraktował problem prosto w twarz. Wziął głęboki oddech i położył się na brzuchu aż opadniesz na dno (co się nie wydarzy bo masz dużo powietrza w płucach). Weź koleżankę, niech stoi obok, idź na płytki basen jak opisałaś a potem po prostu połóż się. Zatop się w swoim strachu, poznaj go, zrozum go aż przestanie być straszny. Nie wiem co innego Ci polecić. Moim zdaniem ta metoda będzie najszybsza i da najlepsze efekty. Do tego możesz dodać „relaksator” w postaci koleżanki i płytkiego basenu.

  4. Rafał napisał(a):

    Cześć. Mam 20 lat i próbuje nauczyć się pływać. Porady z poprzedniej części mam oswojone, jako iż kilka razy bywałem na basenie i próbowałem zanurzenia, oddychania itp. W tej części jest jeden wpis który nie dodał mi odwagi mianowicie :

    „Zauważysz iż Twoje ciało zaczyna opadać w miarę jak masz coraz mniej powietrza w płucach. Ten prosty eksperyment pokazuje iż ciało będzie się unosić póki masz w sobie powietrze ”

    No właśnie, dopóki mam powietrze w płucach.Moim strachem jest to, że rzucę się w wodę, np na plecach próbując płynąć stylem grzbietowym, powietrze w płucach zacznie mi się kończyć, i przez to zmniejszy się moja wyporność, co spowoduje że wpadnę jak kamień w wodę próbując złapać oddech.
    Moja pierwsza próba pływania (miałem jakieś 11 lat) właśnie skończyła się tym, iż wpadłem do wody, strach spowodował że zbyt szybko pozbyłem się powietrza z ust, jednocześnie nie mając okazji by się wynurzyć. Zacząłem spadać na dno basenu, przy okazji mając problem by postawić się na nogi i wynurzyć. Efektem tego jest strach przed zatonięciem do dzisiaj.

    • Kamil napisał(a):

      Możesz oddychać z tzw. „góry płuc”. Czyli wypuszczasz tylko część powietrza, reszta zostaje w płucach. Oczywiście musisz pamiętać by ilość powietrza nie była za duża byś nie musiał męczyć mięśni oddechowych. Spróbuj na sucho, nabierz wygodną ilość powietrza (znów przypominam o nie napinaniu się), a potem oddychaj tylko częścią tej ilości. Dzięki temu bedziesz bardziej wyporny. Ten trik jest raczej dla początkujących aż nie opanujesz wyporności bez pełnych płuc.

  5. Ania napisał(a):

    Zaczęłam czytać, ale strach przed wodą strachowi chyba nie jest równy. Kilka lat temu próbowałam korzystać z kursu nauki pływania – owszem pierwszy sukces, bo położę się na plecach i machając nogami płynę. Ale niestety jak nie mam muru do chwycenia się ręką, to nie jestem w stanie położyć się na wodzie.

    Co więcej nie wiem jak obrócić się i zmienić kierunek, gdybym była przy linkach oddzielających tory (czyli zero wiedzy technicznej w poruszaniu się w wodzie).

    I trzeci problem – niestety złapał mnie wtedy podczas nauki skurcz łydki na tyle silny, że ratownik musiał mnie wyłowić, a ból trzymał mnie jeszcze potem dwa dni. Ostatnio tez wybrałam się sama na basen – szczęście w nieszczęściu, że byłam przy murku, bo znów skurcz łydki się odezwał. Biorę codziennie magnez, więc istnieje prawdopodobieństwo, że to mój strach przed wodą wywołuje takie objawy. Co zatem w sytuacji, gdy w wodzie nastąpi skurcz łydki? Jak zachować się, gdy umiejętności jeszcze bardzo kiepskie, a spanikowanie to droga na dno. Jakie są techniki opanowania skutecznego takiego skurczu?

    Dzięki za podpowiedzi 🙂

    • Kamil napisał(a):

      Skurcze są przyczyną wielu utonięć z tego co mi wiadomo. Ja po prostu przestaje korzystać z kończyny gdzie mnie skurcz złapał. Magnez jest dobrym rozwiązaniem. Idąc pływać w jeziorze zabieram ze sobą, na wszelki wypadek, boję ratunkową.
      Co zrobić jeśli nie masz umiejętności. Nie pływasz na głębokiej wodzie. Tak swoją drogą ciekawe czemu skurcz Cię złapał. Zbytnio się napisałaś? Przy okazji ja bym rozpoczął oswajanie od umyślnego schodzenia pod wodę. W tym właśnie tkwi przecież strach?

  6. dorka napisał(a):

    Mój przypadek jest chyba beznadziejny, bo raz jak idę na basen to mogę te wszystkie rzeczy wykonywać bez problemu, a nawet mogę popływać sobie bez deski, zrelaksować się i niczego nie bać. A za kolejnym razem jestem tak sparaliżowana strachem, że nie jestem w stanie położyć się na wodzie trzymając się deski. I ja wiem, ze nic mi się nie może stać, wiem, że woda mnie uniesie, poza tym obok siebie mam instruktora, który mnie w razie czego wyłowi (z notabene wody sięgającej mi do pasa). Tylko ta cała wiedza nie ma żadnego znaczenia, bo ja po prostu nie jestem w stanie nic zrobić. Mogę siedzieć godzinę i debatować nad tym czy pływać, czy nie pływać. A nie mam za sobą jakiejś traumatycznej historii z topieniem się, złym instruktorem itp. Już nie wiem co mam zrobić, żeby się przełamać. To jest bardzo frustrujące.

  7. Lucyna napisał(a):

    Witam,czytam te mądre słowa i ciesze się ,ze tu zajrzałam.Zaczęłam właśnie naukę pływania( w wieku 60 lat !) sama– na makaronie,no na basenie i właśnie najwiecej strachu jest jak wpadnę pod wodę!!Teraz zacznę oswajać świadome zanurzenie i oddech.Dziękuję i pozdrawiam…

    • Malgorzata napisał(a):

      Witaj Lucyna

      Minely juz dwa miesiace od twojego wpisu. Ciekawa jestem jak ci idzie z nauka?
      Ja mam prawie 50 lat i na poczatku stycznia zapisalam sie na kurs plywania (10 lekcji)
      Po 4 lekcjach oswoilam sie troche z woda, wiem teoretycznie jak trzeba poruszac rekami i nogami ale w wodzie to jeszcze mi nie wychodzi i ciagle mam problem z oddechem. Dochodze do wniosku, ze chyba jestem za stara do nauki.

      Jesli czasem zagladasz na ten portal to daj prosze znac jak ci idzie.

      Dziekuje i pozdrawiam wszystkich poczatkujacych!!!!

  8. andzia napisał(a):

    mam 57 lat ucze sie pod okiem instruktora mam za soba 6 lekcji i dalej bsak równowagi utrzymania sie w wodzie ,panika ,wciaz od nowa pokonuje strach czy ja sie tego naucze?

  9. Kristin napisał(a):

    Mam 52 lata. Za sobą traumę z dzieciństwa, gdy w wieku 10 lat wypłynęłam z dorosła osobą (świetnie pływającą) na materacu na jezioro daleko od brzegu. Niestety przez głupie żarty 14-latka materac się wywrócił a ja poszłam na dno. Od tamtej pory cierpiałam na paniczny lęk przed wodą. Strach dodatkowo potęgowany był przez przekazy moich rodziców, którzy także nie potrafili pływać, a moja mama również w wieku lat 10 topiła się. Unikałam wody jak ognia i nie wchodziłam do sięgającej powyżej ud, a potem pępka. Kilka lat temu w towarzystwie przyjaciółki poszłam na basen, gdzie woda sięgała mi pod pachy. Musiała mnie trzymać za rękę, żebym weszła z nią na środek basenu. Od 2 lat chodzę systematycznie na baseny, ale tylko dla rekreacji, z jacuzzi, biczami, itp. W głębi duszy zawsze zazdrościłam osobom pływającym. Przyjaciele zaoferowali mi wsparcie i pomoc w nauce. Wykonywałam dużo ćwiczeń, mających na celu oswajanie się z wodą. Zrozumiałam, że tak naprawdę to nikt nie może pokonać mojego strachu. To ja muszę sobie z nim poradzić. Zaczęłam od położenia się na plecach w obecności przyjaciółki i córki, które mnie podtrzymywały i na mój znak dopiero puszczały. Potem ćwiczyłam sama przy barierce. Dodawałam sobie stopnie trudności. Mogłam już samodzielnie leżeć na wodzie przy barierce, ale nie potrafiłam się na tyle poruszać, żeby popłynąć. Pierwszy sukces odniosłam na basenie solnym w wodzie prawie pod pachy. Oczywiście zaufana osoba szła przy mnie. Dostałam skurcz w łydce, ale nie poszłam na dno.Opanowałam panikę. Już wiem, że nie wolno się w wodzie szarpać. Potrafię się już odbić stopami od ściany basenu z pozycji kucznej. Przełamuje strach. Nagradzam sama siebie, za przełamywanie kolejnych , choćby najdrobniejszych barier psychicznych. To ja decyduję w jakim tempie się uczę i na co jestem gotowa. Odzyskuję pomału kontrolę nad sobą. Strach już mnie nie paraliżuje, ale nadal jest. Ale jest zdecydowanie mniejszy. Dziś była pierwsza próba na słodkiej wodzie do ramion. Płynęłam, choć z większym wysiłkiem i nie w tym kierunku co chciałam. Na razie ruszam się „po swojemu”. Podobno jestem prekursorką tego stylu 🙂 , ale najważniejsze, że nie idę na dno. Mam problem z zatrzymaniem się, bo pojawia się w tym momencie lęk. Na razie pływam tylko na plecach. Jeszcze nie jestem gotowa na pływanie brzuszne. I nic nie będę robić na siłę. Mam jednak frajdę, bo dla mnie to ogromny sukces. Kto nie przeżył traumy, ten nie zna uczucia tego paraliżującego wręcz strachu. Odzyskuję pomału wiarę w siebie i w to, że jest możliwe opanowanie umiejętności pływania w stopniu podstawowym nawet w moim wieku. Pozdrawiam wszystkich uczących się i życzę dużo wiary i sukcesów.

  10. Magdalena napisał(a):

    Ja pływam póki mam dno. Gdy np.płynę i zatrzymam się na chwilę i czuję, że nie mam dna , wpadam w panikę i jak kamień lecę na dno (szukając jak by w podświadomości ) tego dna. Dlatego zawsze na basenie muszę trzymać się boji , albo wcześniej sprawdzać sobie ile mogę przepłynąć,aby czuć się komfortowo. Są może na to jakieś ćwiczenia?

    • Kamil napisał(a):

      Wiesz Magda, wiele osób pyta o to. Każdy ma inne podejście. Moje podejście to byś poszła na dno. Poczuła jakie to uczucie i jak łatwo odbić się od dna i wypłynąć. Nie wiem czy to podejście Tobie odpowiada. Dla mnie było jakimś początkiem

  11. Marzanna napisał(a):

    Ja od grudnia uczę sie pływać.Tak jestem spięta że nic mi nie wychodzi.Nie boję sie zanurzenia pod wodą.Instruktor mnie uczy w2 metrowym basenie a mój mózg boi się że utone.Nie mogę się wyluzować.Dostaje strasznej paniki a czasami kawałek przepłyne Już nie wiem co mam zrobić?Może czas się poddać.

    • Kamil napisał(a):

      Daj sobie troszkę czasu. Spróbuj pójść z kimś bliskim na basen. Niech w płytkim basenie trzyma Cię za rękę, klęknij na kolanach i zanurz głowę. Chodzi o to byś poczuła czego tak naprawdę się boisz, może to Ci pomoże się przełamać. Niektórzy też zanurzają głowę w misce z wodą. Ja bym się nie poddawał na Twoim miejscu. Musisz znaleźć na siebie sposób. 🙂

      • Marzanna napisał(a):

        Dzięki.Spróbuje.

        • Marzanna napisał(a):

          Byłam wczoraj na basenie .Zanurzyłam głowę a raczej zanurkowałam ponieważ siostra zgubiła kolczyk i szukałam go na dnie.Ja na dnie basenu czuję się najlepiej.Fajnie wszystko widać. U mnie najwiekszym problemem jest napięcie ciała które nie pozwala mi pływać. Zarówno na płytkiej jak na głębokiej wodzie.Nie mam pomysłu jak z tym walczyć.Może ma pan jakiś pomysł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na nasz newsletter.

FreshMail.pl